Onto-byto-logia

Na poczatku byla otchlan, to znaczy - nie bylo poczatku - otchlan to ta otchlan naszej niewiedzy,
koniecznej i niczym nie zwalczonej, bez której istnienie nie mialoby uroku.

Zycie jest przypadkowym przeznaczeniem.
To wyraza sprzecznosc inicjalna istnienia.

Jedyna tajemnica jest koniecznosc.

Wiedza o niewiedzy jest tajemnica.

Jeden moment poczucia tajemnicy wart jest miliony nowych dziel i nawet nowych istnien stworzonych.

Tajemnica Istnienia jest niezglebiona bez wzgledu na to, jakim systemem pojec operujemy.

Wszystko, co istnieje, zaprzecza temu principium, wedlug którego istnieje.
Oto ostatnie slowo metafizyki.

W samym jadrze istnienia tkwi sprzecznosc: jednosc w wielosci.

Nieskonczonosc - oto jedyne wielkie slowo, "zródlo i ujscie" wszystkich tajemnic - a drugie to statystyka.


Przed pierwszym jedynie nalezy walic sie na brzuch ze czcia...

Filozofia i zycie to dwie kochanki jednego i tego samego faceta, tak, wlasnie faceta - nie pogodzisz ich, medrkawku.

Religia skonczyla sie, filozofia wyzera sobie bebechy i tez skonczy smiercia samobójcza.

Religia przestala byc zywa i piekna w swym bezsensie, jest tylko omamieniem tak zwanych maluczkich,
kagancem dla nie majacych sily lba podniesc do góry.

Religia i sztuka maja to samo zródlo w bezposrednio danej samotnosci indywiduum we Wszechswiecie,
z którego powstaje lek metafizyczny.

A jednak istnienie jest bezmiernie dziwnym.
To, ze jest cos, a nie to, ze niczego byc nie moze.

Jest sie takim, jakim sie jest, i to sie na drodze swej znajduje, co sie znalezc ma.
Inaczej nie byloby sie tym, czym sie jest.

Prawda absolutna jest jedna, pozazyciowa - czysta.
Ale w zyciu wszystko jest tylko w rozdwojeniu,
w uwielokrotnieniu, w samej wielosci, w zupelnym nieladzie.
Tylko bezlad i bezsens sa piekne.

Prawdy Absolutnej nigdy nie mozna polaczyc z zyciem w jedna zywa calosc.

O, niedobrze jest z ta nieskonczonoscia.
Nie wolno o tym mówic, i szlus,
nie wolno babrac sie w tym ograniczonemu stworowi -
- skonstatowac pojeciowo,
nalepic odpowiednie znaczki i stulic pysk, bo kazde slowo, kazdy sad na ten temat jest nonsensem.

Tylko dlatego mamy watpliwosci co do ciaglosci naszej jazni, ze jest ona wlasnie ciagla.

Czyz jest pospolitszy wymysl jak Bóg, to dziedzictwo najpierwotniejszych pierwotniaków ziemi,

bedace tylko symbolem niezglebialnosci tajemnicy Istnienia?
Bo jest to po prostu czlowiek,
tylko rozdety po prostu do nieskonczonych wymiarów czsowo-przestrzennych.

Szatan nie moze istniec bez Boga, a nie Bóg bez Szatana, dlatego go stworzyl.

Nie ma nic gorszego nad bezczasowosc.
Moge sie zabic, ale na mysl, ze móglbym nie istniec wcale, zimno mi sie robi z przerazenia.

Swiat posuwa sie naprzód (wzglednie w tyl w pewnych sferach) skokami i bez rewolucji
w najszerszym znaczeniu bylibysmy dotad w okresie totemizmu, magii i ludozerstwa.
Moze bylibysmy szczesliwsi - kto wie?

Nienasycenie ambicji jest jedyna sila, która cos stwarza we wszechswiecie.
Jest to potega metafizyczna.

Wiara w sens zycia jest jedynie udzialem ludzi plytkich.
Ze swiadomoscia irracjonalnosci istnienia zyc tak,
jakby ono bylo racjonalnym - to jest jeszcze marka.
To lezy miedzy samobójstwem a bezmyslnym bydlectwem.

Tyle ciosów bezimiennych i imiennych sil czai sie na nas z pomroki przyszlych dziejów i przeznaczen.

Pieklo jest jedna wielka poczekalnia.

Nie ma nic wielkiego i pieknego prócz smierci.

Smierc, smierc jedynie daje ten wymiar potegi zycia,
w którym moga sie nasycic takie nieszczesliwe kanalie, jak ja.

[...] czym jest smierc naprawde: niczym strasznym: nieznosna nuda nieistnienia,
wobec której niczym jest najstraszniejszy ból i rozpacz.

Nuda jest koniecznym atrybutem wszystkiego, co istnieje,
nuda ogolnoontologiczna -
- moze ona istniec w roznych stopniach, az do samobójczych wlacznie.

Jednak na dnie istnienia, u samych jego podstaw, tkwi jakis piekielny nonsens, i to nonsens nudy.

Przemijamy - to tylko wiemy, a reszta jest fikcja oklamujacych sie bydlat.

Chec przetrwania za badz jaka cene wyraza sie we wszystkich zludnych teoriach niesmiertelnosci tzw. "duszy",
której jako "substancji" bez ciala stanowiacego z nia, tj. scislej - z osobowoscia trwaniowa,

jednosc nikt nigdy nie widzial i nie zobaczy.

Cialo z "duchem" stanowia zupelna jednosc.
"Duch" jest to cialo odczuwane od
srodka samo w sobie -
- tym wlasnie jestesmy, w sobie i dla siebie.

A cóz jest warte cokolwiek, co istniec moze, jesli nikt tego nie widzi?

Nie ma prawdy w slowach ani w wymyslonych czynach czy faktach.
Jest prawda w tym, co sie samo dzieje.

Jedynym zlem i jedynym pieknem jest klamstwo.

Ale, niestety, najogólniejsza prawda jest tylko negatywna - jest zakazem przekroczenia pewnych granic.

Kazdy czlowiek moze stworzyc sekte, której bedzie jedynym wyznawca, tylko musi wprzód zrozumiec jedyna Prawde.

Wobec nieskonczonosci wszystkie liczby sa sobie równe.

Degrengolada

Dwa sa tylko miejsca dla metafizycznych jednostek w naszych czasach: wiezienie i szpital wariatów.

Swiat roi sie od widm nie spelnionych czynów.

Nie dajcie zbrodniarzowi byc zbrodniarzem,
a bedzie czyms gorszym jeszcze - skladanym czlowiekiem.

O, jakze ohydna rzecza jest uczucie ludzkie, wlasnie ludzkie - to zawiniete w falszywe futeraly odpadków spolecznych transformacji. O wiele szczesliwsze sa zwierzeta - tam u nich jest to prawda.

Nie macie Boga, a chcecie uwierzyc w Szatana, aby was bawil w godzine smiertelnej nudy. Jestescie odwazni, bo nie znacie glebi strachu [...]. Wole najgorszych tchórzów niz taka odwage samobójców oczekujacych szczesliwego przypadku.

Niebezpiecznie jest opierac wielkosc swa na ujemnej wartosci swych nieprzyjaciól.

Czyz wyrzeczenie sie nie stwarza dopiero najistotniejszej zadzy?

Polowa sily czlowieka polega na ubraniu.

Jesli ktos bardzo madry straci troche rozumu, który jest mu od Boga dany,
to mimo ze ta reszta dziesieciu ludzi czynu móglby obdarzyc, sam nie ruszy swojej maszyny;
motor proporcjonalny musi byc do calosci mechanizmu.

Im sztuczniejsza psychika, tym wiekszy strach przed soba
.
Tepic klamstwo - nasza kultura zaklamuje sie na smierc.

Wierzy sie albo nie - ale kto chce wierzyc, ten juz jest bardzo podejrzany.

Symptomem najgorszego upadku jest to, jesli zaczynamy zazdroscic ludziom zyjacym zludzeniami.

Jest w was straszliwy, niezdrowy apetyt na wszystko, ale najmniejszej rzeczywistosci nie umiecie strawic,
nie umiecie wziac jej za kark i uczynic wasza wylaczna wlasnoscia.

To najtansza doktryna ten relatywizm..
Ale jest przewaznie bronia ludzi o nizszej inteligencji, podobnie jak dowcip i zlosliwosc.

Najgorsza rzecza nie jest swinstwo, tylko slabosc.

Niestety, ludzka natura jest taka, ze to, co w mlodosci wstretem nas przejmuje,
staje sie pózniej namietnoscia, wciagajac nas na dno upadku.

Bo dla was nawet sumienie stalo sie narkotykiem, sumienie,
które zadnej nawet zbrodni nie potrafi strawic, zepsute sumienie istot slabych.

O, straszna jest komplikacja niektórych osobników. Te warstwy obcych osobowosci,
te ukryte szufladki, te skrytki o zagubionych kluczach - nie zna ich nikt, nawet sam delikwent.

Najokrutniejsza maszyna jest szczytem lagodnosci wobec jednego drgniecia swiadomego okrucienstwa.

Wierze, ze zlo msci sie, ale tu na ziemi. Jesli sa zaswiaty, sa za madre, aby mscic sie za nasze zbrodnie.
A jesli sie mszcza, nie sa zaswiatami, tylko swiatami, takimi samymi jak nasz.

Tylko dobro jest wielkie i pozyteczne w swych maksymalnych natezeniach -
- za to jest nieskonczenie nudne i plugawe w niedorozwoju wartosci poczatkowych.

Wytrzymac istnienie bez obledu, rozumiejac choc troche jego esencje,
bez zatumanienia sie religia czy spolecznikostwem, to nadludzkie juz niemal zadanie.

Samobójstwo jest najwiekszym swinstwem swiata.
Tylko ból fizyczny daje prawo do tego najohydniejszego wynalazku czlowieka.

Samobójstwo nie jest zbrodnia, jest zwyczajnym swinstwem, prawie takim jak spoleczna sprawiedliwosc.

Przeczuciami zaslaniasz sie przed nieszczesciem.

Któz jest samotniejszy od onanisty?

Ludzie dobrzy dla zwierzat bywaja potworami w stosunku do swoich bliznich.

Jedyna rzecz, której sie naprawde wstydze, to falszywy patos u kogos.

Albo wszystko jest za male, albo absolutnie nieosiagalne.
Ale tego wlasnie, czego akurat potrzeba, nie ma nigdy.

Do dzieci i ludzi prostych nigdy nie nalezy sie, jak to mówia,
znizac. Oni sie na tym od razu poznaja i to ich obraza tylko.

Ja nie lubie ludzi dobrych, a zli mnie mecza.

W dobroci tez rozkladaja sie ludzie na zywe trupy,
i to aktywnie i pasywnie - rozpusta dobra jest czasem gorsza od zbrodni.

Ci, których podlosc i zlo nie sa usystematyzowane w pewien uklad w celu samoobrony, gina i marnieja.

Przetrzymanie nudy jest najwyzsza madroscia.

Kazdy z was ma swego sobowtóra, przed którym musi sie usprawiedliwiac swoja zdechla dialektyka.

Bezwstydny diabel przyrzadza swój czarodziejski lek na beznadziejna nedze istnienia
albo tez wytwarza jeszcze bardziej deformujacy zycie narkotyk: falszywa cnote.

Czekam na przyszlosc jak na pociag na malej stacyjce.
Moze to bedzie zagraniczny ekspres, a moze zwykly osobowy gruchot,
który skreci na jakas lokalna linie malych zagmatwan.

Ja zgadzam sie, ze przerost intelektu jest jednym z symptomów upadku,
ale cóz na to poradzic, ze zyjemy w takiej chwili, w której ten intelekt jest nasza jedyna wartoscia.

Metafizyczne pepki wygryzli dowcipnisie, pokrywajac wszystkie
nie wyzyskane polacie intelektu swym ohydnym witzomanstwem.

Zycie plynelo podwójnym korytem - to drugie, jak mówili niektórzy, bylo nie tyle rzeczne, ile swinskie.

 

Bydlokracja

Z bydlasmy wyszli i w bydlo sie obrócimy.

Szpital wariatów jest powiekszajacym szklem, przez które patrzymy na zdrowe spoleczenstwo.

Pojecie wladzy implikuje pojecie miazgi.

Zeby panowac nad ludzmi, trzeba dzialac na ich najnizsze instynkty.

Iluz jest dzis ludzi, którzy tylko dlatego maja pretensje do praw czlowieka, ze chodza na dwóch nogach.
Jakie jest kryterium dla odróznienia czlowieka od bydlecia?

Wobec rozumu lub glupoty naprawde znikaja wszelkie róznice stanów i stanowisk.

Aby wyplenic klamstwo demokracji, mozna nie zalowac trupów.

Dane spoleczenstwo jest o tyle dobre, o ile bedac czlonkiem spoleczenstwa,
nie odczuwa sie wlasnie tego, ze sie jest czlonkiem.

Smierc za zycia, prawie ze osiagalna dla jednostek, spelnia sie rzeczywiscie w spoleczenstwach.
Mówie prawie, bo mamy jeszcze paraliz postepowy i narkotyki.

Dzis mozna byc tylko potworem albo automatem, o ile, naturalnie,
chce sie byc czyms w spoleczenstwie. Ja potworem nie bede, bo mam te obrzydliwa chamska moralnosc,
która mi nie pozwoli przekroczyc pewnej linii.

Rozpuszczenie sie indywiduum w spoleczenstwie jest forma zbiorowej nirwany.

Dewiacje moga byc na mala skale - wypadkowa musi byc taka sama na planetach Altaira i Conopusa,
jak i tu - faszyzm czy bolszewizm - ganz gleich, egal, wsio rawno! - maszyna albo bydlo.

Jedynym bóstwem, prawdziwym bóstwem, takim, na jakie zaslugujemy, jest spoleczenstwo.

Przewroty spoleczne daja czasem objawienia lepsze od narkotycznych.

Dialektyka narkotyku jest tak samo nie do odparcia, jak dialektyka socjaldemokracji.

Od rewolucji francuskiej trwa az po nasze czasy marne, demokratyczne klamstwo,
z którego wylagl sie dziki, nowotworowy, niezorganizowany kapital.
O malo nie pozarla nas ta matwa.

Ludzkosc baranim pedem dazy do szczescia niewiedzy, zaczynajac gnebic tych,
skarlalych dzis, uswiadomicieli, którzy jej w tym przeszkadzaja, nic w zamian nie dajac.

Tylko ostre postawienie kwestii przez mala grupe ludzi umozliwia
powolne filtrowanie sie przemian w bezwladne cielska spoleczenstw.

Najgorszy jest polnonsens zycia osobistego i spolecznego,
najgorsza jest polowicznosc w ogóle, ta zasadnicza cecha naszej epoki.

Koniec indywiduum zarznietego przez spoleczenstwo - rzecz juz dzis banalna.

Jak odwrócic ten pozornie nieodwracalny proces uspolecznienia, w którym ginie wszystko,
co wielkie, co ma zwiazek z Nieskonczonoscia, z Tajemnica Istnienia?

To, co dawniej bylo motorem wielkiej twórczosci (tajemnica jazni),
bohaterska walka indywiduum o miejsce we wszechswiecie -
- dzis jest tylko ogonkiem oblednych zmagan zdegenerowanej klasy schizoidów.
Pyknicy i baby zaleja ich wkrótce - wtedy nikomu juz nie bedzie zle w swietnie zorganizowanym mrowisku.

Tylko w zupelnym zbydleceniu, i to programowym, lezy prawdziwy pozytywny kres ludzkosci:
nic o niczym nie wiedziec, nie uswiadamiac sobie, przyjemnie wegetowac.

Czemu, jesli jest towarzystwo swiadomego macierzynstwa,
nie ma instynktu oswiecajacego mezów stanu,
co do istotnego znaczenia slowa ludzkosc i charakteru chwil dziejowych!

Etyka jest tylko wynikiem wielosci indywiduów jednego gatunku.
Czlowiek na bezludnej wyspie nie znalby tego pojecia.

Specjalizacja to najwieksza kleska naszej epoki.

Cala potwornosc kultury wytworzonej przez bydleta,
calkiem au fond do niej nie przystosowanej mózgowej kory - to przecie byly nowotwory,
tylko takie, przy pomocy których ludzkosc pozera sama siebie.

Te wszystkie dzisiejsze odrodzenia intuicji i religii, i metafizyki, te wszystkie nowe sekty,
towarzystwa meta - jakies - tam, to wszystko symptomy tego, ze wielka religia upadla,
a cala masa naiwnych cieszy sie tym jako poczatkiem czegos wielkiego.

Jak juz nie mozna wierzyc sobie samemu ani swemu narodowi, ani jakiejs idei spolecznej,
niechze zostanie choc wiara w takiego szalenca, który w to wszystko wierzy.

Nie ma na swiecie istoty bardziej zaklamanej na temat swojego stanowiska i znaczenia
w czasoprzestrzennym kontinuum swiata, jak przecietny Polak.

Kazdy Polak jest nie na swoim miejscu, kazde miejsce jest dla niego za niskie.

Co w indywiduach daje czasem nowe wartosci, u narodów staje sie glupota i mizeria -
- narodowa odwaga ma maly dystans - tchórzostwo na wieki.

Najgorsza rzecza jest to, ze u nas wszyscy czuja obowiazek zajmowania sie losem narodu.
Zajmuja sie tym ludzie najbardziej niepowolani. Kazdy poeta zobowiazany jest byc wieszczem
i belkotac cos niezrozumialego dla siebie samego dlatego tylko, ze byl czas,
w którym ludzie musieli tworzyc mistyczne teorie, aby przetrwac pewna epoke upadku.

Asceta za swa wewnetrzna doskonalosc placi wyrzeczeniem sie bogactwa przezyc i uzycia -
- musi zaplacic i ludzkosc, z tym trzeba sie pogodzic.

Uswiadomic sobie niewygodna idee i wprowadzic ja w czyn jest bohaterstwem.

Malo jest bohaterów na czolowych stanowiskach kuli ziemskiej: sa albo szczerzy stronnicy
ginacego swiata w imie przebrzmialych w istocie dawno juz fikcji, albo cynicy.

Naród w sumie moze byc normalnym durniem - byleby chcial sily.

Spoleczenstwo jest kobieta - musi miec samca, który je gwalci.

Pragmatysta jest to zwykle bydle, z ta róznica,
ze teoretyzujac swoje bydlectwo, wmawia to innym jako jedyna filozofie.

Sztuka przez wielkie S i artysta przez male a

Wielkosc wszystkiego jest tylko w sztuce.
Ona jest tajemnica bytu ogladana jak dzik na pólmisku,
jako cos dotykalnego, a nie jako system pojec.

Trzeba miec albo wielki dramat i walke chocby w samej sztuce, albo bezwzgledna harmonie.

Oczywiscie, ze sztuka jest narkotykiem, ale specyficznym,
wywolujacym metafizyczne przezycia na tle kondensacji naszych osobowosci.

Minely czasy absolutnej metafizycznosci sztuki.

Sztuka byla dawniej jesli nie czyms swietym, to w kazdym razie swietawym -
- zly duch wcielal sie w ludzi czynu.

Ona [sztuka] jest jedyna palka miedzy szprychami wozu,
który wiezie ludzkosc w kierunku zupelnej automatyzacji.

Wlasciwie wielka sztuka powstaje w zupelnej pustce, tam, gdzie zycie juz nie dochodzi.
Tam musi panowac pod pewnym wzgledem absolutna nuda i pustka.

Tylko na granicy potwornosci jest prawdziwa glebia.

Artysci maja wartosc sami przez sie - po co podszywac sie pod cos, czym nie sa i nigdy nie beda.

Tylko artysci nie czuja przypadkowosci, oprócz tych ludzi,
którzy w ogóle nie mysla o tajemnicy bytu - ale tych znowu nie uwazam za ludzi -
- i moze jeszcze matematycy, i ci filozofowie, którzy tworza absolutne prawdy.

Artysci sa ostatnimi odblyskami ginacego indywidualizmu.

Sa artysci, którzy tworzac stwarzaja pozytywne wartosci w zyciu, i sa ci,
którzy najistotniej tworza niszczac zycie wlasne, a nawet innych.

Artysta, prawdziwy artysta, a nie przeintelektualizowany mlynek,
mielacy automatycznie wszystkie mozliwe wariacje i permutacje,
nie powinien bac sie cierpienia.

Oto prawdziwy artysta dzisiejszy.
Tamci dawni umieli byc soba nie wariujac - dzis prawdziwa sztuka to obled.
Wierze tylko w takich wlasnie, którzy koncza obledem.

I wielkosc artysty polega na tym przezwyciezeniu zycia bez wpadniecia
w wymyslona na zimno abstrakcje formalna, tak jak wielkosc w literaturze
polega na sposobie przezwyciezenia normalnego pogladu zyciowego,
a nie wyrazaniu zycia i tkwieniu w granicach jego, z codziennego dnia plynacego, ujecia.

Najtrudniejsza rzecza jest wlasnie nie czekac na nastrój, tylko siasc i zaczac pisac
(czy robic cokolwiek innego). Kto tego w pewnej chwili nie potrafi,
niczego w zyciu nie dokona.

Programowa naturalnosc implikuje sztucznosc.

Wszystko w sztuce (a kto wie, czy i nie w zyciu) polega na stosunkach.

Twory sztuki, tak rózne miedzy soba, maja wspólna ceche:
forme - przewage formy! - tym róznia sie od innych zjawisk i przedmiotów,
mimo wielu róznic wzajemnych.

Trudno, slowo przestalo byc twórcze: wlecze sie za zyciem spolecznym
jak tabor za zwycieskiem wojskiem. Przezuwa zaledwie material, ale nie stwarza nowego.

Muzyka stwarza uczucia, których w zyciu nie ma.

Dzielo sztuki musi powstac possez-moi lexpression grotosque, z samych najistotniejszych bebechów danego indywiduum, a w wyniku swoim musi byc jak najbardziej wolne od tej wlasnie bebechowatosci - oto recepta - jakze trudno ja wykonac.

Jestem szczesliwy, ze jestem artysta - jeszcze jako tako mozna przezyc w ten sposób te nasza nieszczesna epoke.
Bez sztuki nie ma juz dzis zycia dla mnie. Ja w mechanicznej miazdze bydlat nie mam nic do roboty.

 

Tytani tworczosci i tytani rozkladu

Najgorsza jest karna kolonia mysli niewypowiedzianych.

Trzeba umiec siebie stracic, aby siebie zyskac.

Z wysublimowanych (a nawet zahamowanych) erotycznych uczuc powstala cala najistotniejsza twórczosc ludzka.

Nienawisc do siebie daje daleko wieksza sile niz zwykly egoizm.

Lepiej wczesniej zginac prawdziwym niz zyc zaklamanym.

Najlatwiej jest opanowac ludzi niezwyklych. W zyciu sa to barany,
które mozna strzyc pod wlos, z lewa na prawo i na ukos.

Tworzyc sile i nie zuzywac jej jest szczytem sily.

Wytrzymac zycie, nie wiedzac kim sie jest - moze w tym jest pewna wielkosc.

Za wiele wiemy, aby wiedziec naprawde.

Tylko prawdziwie wielki czlowiek czuje sie malym wobec wielkich zadan.

Im silniejsza natura, tym gwaltowniejszy przebieg procesu wyczerpania.

Kazde nieszczescie musi byc podstawa nowej sily. Trzeba umiec odwracac wartosc zlych wypadków.

Tylko w walce z czyms wyzszym od nas jest jeszcze jaki taki urok zycia.

Potrzebujemy stracenców, ale z gruczolami, nie takich flaków,
co nawet sie zabawic w ostatniej chwili nie potrafia.

Stworzyc cos jest rzecza trudna. Zorganizowac upadek - czyz jest cos latwiejszego?
Istnienie samo jest ciaglym upadkiem czegos.

O jakze dziwne formy moze przybrac szalenstwo ludzi zdrowych.

I w tym caly urok, ze jeszcze mozna sie czegos bac i ze to sie ma w sobie, a nie poza soba.

Musisz nauczyc sie samotnosci, tak jak musisz umiec rysowac.

Nie ma prawa zabierac glosu jako prorok ten, który nie widzi jasno drogi przed soba.
Inaczej maci tylko, zamiast tworzyc sily po tej czy tamtej stronie.

Zycie jest to arcydzielo albo farsa, które my, z materialu naszego ja,
najszerzej zaczawszy od subtelnosci sumienia, skonczywszy na sprezystosci lydek, stworzymy.

Ale czymze jest zycie nie przezyte na ostrzu wbijajacym sie w nieznane, na szczycie szalenstwa czy madrosci?

Przyrost intelektu odbiera odwage czynu: najwiekszy medrzec nie domysli mysli swych do konca
ze strachu, chocby ze strachu przed samym soba i obledem.

Tylko w swiadomym zniszczeniu siebie moze dzis przezyc indywiduum samo siebie, tak jak dawniej przezywalo tworzac.

Czy dekadenci, choc troche swiadomi swego upadku i bezczynnie obserwujacy
przeroslymi
i znów otworzalymi mózgami ten swój wlasny i danego swiata upadek,
nie sa lepszym gatunkiem schylku niz ci, którzy jeszcze sie ludza i zgrywaja sie w smiesznych rolach wladców?

My, mezczyzni, my twórcy nowych rzeczy, zyjemy tylko po smierci. Wszystko jedno: artysci czy ludzie czynu.

Umiec nie byc tymczasowym w atmosferze palacego sie domu i zakladac w nim np. dzwonki elektryczne,
polewajac druga reka plomienie z malego kubeczka, wielka byloby zaiste sztuka.

Te nieslychane mozliwosci nie zaczetej roboty, w której zdaje sie tkwic diabli wiedza co,
a w kazdym badz razie cos wiecej niz w dokonanym czynie, zaciesnionym, sprasowanym w marna pigulke,
w nedzny ekstramencik , w porównaniu do bezkresnych obszarów tego, co byc by moglo - niewykonabuly!

Jesli sie zyc w sposób twórczy nie umie, nalezy sie chociaz w twórczy sposób zniszczyc.

Sa dwa gatunki sily: dokonaniowe i oporowe, pozytywne i negatywne - ktos moze wytrzymac tortury,
a w chwili naglej niespodziewanej sytuacji, w której trzeba szybkiej decyzji, bedzie sie wahal i przegapi wszystko.

Wyczerpaly sie pozytywne wartosci indywidualnych wybryków we wszystkich sferach -
- w obledzie spelnia sie najistotniejsze zycie; w perwersji, której granica jest pierwotny chaos.

Ha, trudno, trzeba mówic - milczenie dusi.

Tyle zycia, co sie czlowiek zuzyje i przemeczy do upadlego.

Najtrudniejsza rzecza jest daleka perspektywa w zyciu, która zmusza do wyrzeczenia sie tego,
co z punktu widzenia chwili posiada wieksza wartosc, a co z punktu widzenia dalekiego horyzontu przyszlosci
jest absolutnie pustym i bezcelowym.

Jezeli nie bedziesz mial jakiegokolwiek pasma duchowego, jezeli nie wytworzysz w sobie jednej stalowej osi,
dookola której móglby sie obracac caly skomplikowany system machiny zyciowej,
staniesz sie umyslowym arlekinem, pozszywanym z lat.

Spotegowac potwornosc dla jej tym glebszego pokonania. Jednym rzutem zabic,
jednym lykiem pozrec wszystko. Apetyt straszny, zeby cale zycie miec skondensowane w jednym blyskawicznym uczuciu,
w jednym krótkim jak piorun czynie. A wiec po prostu ciagly gwalt?

Wariat moze spelnic swoje zycie jedynie w obledzie.

W obledzie tez jest sila.

Dajcie mi cel, a bede wielkim - ha, tu jest wlasnie kóleczko bez wyjscia.
Spontaniczna wielkosc stwarza sobie cel sama.

Czasem sie cos pisze, nie rozumiejac istotnego sensu. Potem to przychodzi i trzeba sie dziwic,
skad sie o tym wiedzialo, nie wiedzac wlasciwie nic.

Nieswiadome zródlo ujemnej oceny swej osobowosci, przy swiadomym dazeniu
do przezwyciezenia nurtujacego w glebiach przykrego poczucia uposledzenia,
moze byc przyczyna najwiekszych czynów ludzkich, majacych pierwszorzedna wage dla calej ludzkosci,
a jednoczesnie moze byc zródlem wszelkich niskich, najnizszych moze ze wszystkich uczuc:
zazdrosci, zawisci i bezsilnej wscieklosci tak zwanych z rosyjska nieudaczników.

Kazdy moze tworzyc byle co i ma prawo byc z tego zadowolonym,
byleby nie byl w swej pracy szczerym i znalazl kogos, który równie klamliwie bedzie go podziwial.

Rozmowa jest najistotniejszym sposobem przezywania sie.

Zycie redukuje sie do obserwowania drobnych wewnetrznych wahan, a jezeli tych nie ma,
wytwarza sie w sobie sztuczna mieszanine, aby miec czym sie bawic.

Nie mogac byc soba, stajesz sie widmem i poza zmyslami nie ma cie chwilami wcale.

Bo cóz jest straszniejszego, jak ta godzina od drugiej do trzeciej po poludniu,
kiedy nic przed soba ukryc nie mozna i naga okropnosc metafizyczna przebija jak kiel zwaliska codziennych zlud,
którymi staramy sie zabic bezsens zycia bez wiary.

Tragedia zaczyna sie tam, gdzie boli we watpiach.

Odrodzenie sie Zydów jest warunkiem szczesliwosci swiata.

Podobno nie mozna wyprowadzic z równowagi dwóch rodzajów ludzi:
prawdziwego arystokraty i czlowieka zajmujacego sie logistyka.

Kobiety i kobietony, szczescia i szczescka

Szczescie jest tylko przypadkowym spotkaniem bydlecej bezmyslnosci z przypadkowym
do kwadratu ulozeniem sie zdarzen dla danego indywiduum.

Meczarnia jest najglebsza istota milosci.

Wielka milosc odróznia sie miedzy innymi tym od malej i sredniej, ze wszystko,
co jest wartosciowym dla jednej strony, staje sie tez tabu dla drugiej.

Straszne jest wejrzenie w zakulisowa technike teatru tak zwanej milosci
.
Tylko dla ludzi pustych w ogóle kobieta moze byc czyms groznym.

Kobieta chce byc niewolnica, chce byc wlasnoscia tego, który ja kocha.

Z kobieta mozna sie zniszczyc albo spospoliciec i zmarniec, albo co najwyzej zyc tym normalnym zyciem
pracujacego w spolecznej maszynie automatu. Moze lepiej w leb sobie palnac od razu.

Ach, gdyby wszyscy ludzie mogli byc zawsze tacy jak wspomnienia -
- kochalbym ludzkosc cala, umarlbym dla niej z rozkosza.

Wszystkie narkotyki sa jednakowo gorzkie i wszystkie zostawiaja po sobie pustke.
Jedynie milosc, tak zwana wielka milosc, nie jest narkotykiem.

Czasem przez erotyczne swinstwo wzbija sie czlowiek ponad siebie.

Ludzie mówiacy, ze erotyczne stosunki nie sa czyms znów az tak waznym, przewaznie klamia,
chyba ze sa pozbawieni temperamentu albo znalezli te idealna kombinacje, która ich na ten temat odproblemia,
wedlug zasady, ze ksiezyc jest wazniejszy, bo w dzien i tak jest widno.

Kobieta zamezna to jest pod pewnymi wzgledami trup, o ile jest naprawde dobra zona,
to znaczy przejmuje sie formami tej instytucji - poczuciem wlasnosci na przyklad - i przetransformowuje sie
wedlug nich zyciowo.

Wlasnosc - straszne slowo w stosunkach miedzyplciowych, straszne,
a jednak najlepsze - w nim jest zarodek nowego zycia i okrutnej smierci uczuc
w beznadziejnym szarpaniu sie nierównych faz.

To nieliczenie sie kobiet z czasem mezczyzny to jest straszna wprost rzecz -
- trzeba z tym walczyc jak z glosnikami, brydzem i kawiarnia.

Mezczyzna pieknym jest tylko w samotnosci albo kiedy zdobywa swoje najwyzsze marzenie
w postaci nieprzypadkowej kobiety.

Ale najliberalniejszy nawet mezczyzna bedzie uwazal swoje prawo puszczania sie za swietosc,
a odmówi, na tle falszywej ambicji i poczucia zdechlego dawno mezowskiego honoru,
takiego samego prawa swojej biednej zonie.

Zaglupic i skonfiskowac [...] - to rola kobiet w zyciach mezczyzn.

Nieszczesliwa milosc zmienia sie albo w lagodne przywiazanie, albo poteguje sie az do nienawisci.

Nawet najwieksza przyjemnosc nie jest nic warta bez odpowiedniego steoretyzowania.

W meskiej przyjazni zawsze jest tez mezczyzna i kobieta.

Nie ma najnormalniejszego czlowieka, który by pozwalajac sobie na wszystko,
nie doszedl do najdzikszej erotycznej perwersji i nie uczynil z nasycenia sie niezmiernie skomplikowanego procederu, obstawionego spelnieniem piekielnie rzadkich i zawilych warunków.

Najgorsza kobieta nie jest nigdy winna.
Mezczyzna gubi sam siebie, wszystko jedno pod jakim pretekstem.

Kobieta potrzebuje, zeby ja oklamywac. Jedna chce tego w formie wyrafinowanej,
inne, z typu kokot, potrzebuja tego w formie jak najbardziej brutalnej. Jest typ mezczyzn,
którzy nigdy nie robia z kobiet problemów istotnych. Ci klamac nie potrzebuja.

Czy kobiety nie sa czasami wstretnymi kapliczkami, w których pewni onanistyczni bawlochwalcy
oddaja czesc sobie samym, nawet pod pozorami zupelnie autentycznej milosci?

Kobieta moze tesknic w sposób piekny - mezczyzna jest w tym glupi i godzien pogardy.

Niestety, wspomnienia nie dadza sie nigdy przeniesc w dusze innego czlowieka z ta intensywnoscia,
z tym smakiem jedynosci, który maja dla ich wlasciciela.

Terazniejszosc jest jak rana - chyba zeby zapelnic ja rozkosza, to moze...

 

powrót