Najgorsza jest karna kolonia mysli
niewypowiedzianych.
Trzeba umiec siebie stracic, aby siebie
zyskac.
Z wysublimowanych (a nawet zahamowanych)
erotycznych uczuc powstala cala najistotniejsza twórczosc
ludzka.
Nienawisc do siebie daje daleko wieksza
sile niz zwykly egoizm.
Lepiej wczesniej zginac prawdziwym
niz zyc zaklamanym.
Najlatwiej jest opanowac ludzi niezwyklych.
W zyciu sa to barany,
które mozna strzyc pod wlos, z lewa na prawo i na ukos.
Tworzyc sile i nie zuzywac jej jest
szczytem sily.
Wytrzymac zycie, nie wiedzac kim sie
jest - moze w tym jest pewna wielkosc.
Za wiele wiemy, aby wiedziec naprawde.
Tylko prawdziwie wielki czlowiek czuje
sie malym wobec wielkich zadan.
Im silniejsza natura, tym gwaltowniejszy
przebieg procesu wyczerpania.
Kazde nieszczescie musi byc podstawa
nowej sily. Trzeba umiec odwracac wartosc zlych wypadków.
Tylko w walce z czyms wyzszym od nas
jest jeszcze jaki taki urok zycia.
Potrzebujemy stracenców, ale
z gruczolami, nie takich flaków,
co nawet sie zabawic w ostatniej chwili nie potrafia.
Stworzyc cos jest rzecza trudna. Zorganizowac
upadek - czyz jest cos latwiejszego?
Istnienie samo jest ciaglym upadkiem czegos.
O jakze dziwne formy moze przybrac
szalenstwo ludzi zdrowych.
I w tym caly urok, ze jeszcze mozna
sie czegos bac i ze to sie ma w sobie, a nie poza soba.
Musisz nauczyc sie samotnosci, tak
jak musisz umiec rysowac.
Nie ma prawa zabierac glosu jako prorok
ten, który nie widzi jasno drogi przed soba.
Inaczej maci tylko, zamiast tworzyc sily po tej czy tamtej
stronie.
Zycie jest to arcydzielo albo farsa,
które my, z materialu naszego ja,
najszerzej zaczawszy od subtelnosci sumienia, skonczywszy
na sprezystosci lydek, stworzymy.
Ale czymze jest zycie nie przezyte
na ostrzu wbijajacym sie w nieznane, na szczycie szalenstwa
czy madrosci?
Przyrost intelektu odbiera odwage czynu:
najwiekszy medrzec nie domysli mysli swych do konca
ze strachu, chocby ze strachu przed samym soba i obledem.
Tylko w swiadomym zniszczeniu siebie
moze dzis przezyc indywiduum samo siebie, tak jak dawniej
przezywalo tworzac.
Czy dekadenci, choc troche swiadomi
swego upadku i bezczynnie obserwujacy
przeroslymi
i znów otworzalymi mózgami ten swój wlasny
i danego swiata upadek,
nie sa lepszym gatunkiem schylku niz ci, którzy jeszcze
sie ludza i zgrywaja sie w smiesznych rolach wladców?
My, mezczyzni, my twórcy nowych
rzeczy, zyjemy tylko po smierci. Wszystko jedno: artysci czy
ludzie czynu.
Umiec nie byc tymczasowym w atmosferze
palacego sie domu i zakladac w nim np. dzwonki elektryczne,
polewajac druga reka plomienie z malego kubeczka, wielka byloby
zaiste sztuka.
Te nieslychane mozliwosci nie zaczetej
roboty, w której zdaje sie tkwic diabli wiedza co,
a w kazdym badz razie cos wiecej niz w dokonanym czynie, zaciesnionym,
sprasowanym w marna pigulke,
w nedzny ekstramencik , w porównaniu do bezkresnych
obszarów tego, co byc by moglo - niewykonabuly!
Jesli sie zyc w sposób twórczy
nie umie, nalezy sie chociaz w twórczy sposób
zniszczyc.
Sa dwa gatunki sily: dokonaniowe i
oporowe, pozytywne i negatywne - ktos moze wytrzymac tortury,
a w chwili naglej niespodziewanej sytuacji, w której
trzeba szybkiej decyzji, bedzie sie wahal i przegapi wszystko.
Wyczerpaly sie pozytywne wartosci indywidualnych
wybryków we wszystkich sferach -
- w obledzie spelnia sie najistotniejsze zycie; w perwersji,
której granica jest pierwotny chaos.
Ha, trudno, trzeba mówic - milczenie
dusi.
Tyle zycia, co sie czlowiek zuzyje
i przemeczy do upadlego.
Najtrudniejsza rzecza jest daleka perspektywa
w zyciu, która zmusza do wyrzeczenia sie tego,
co z punktu widzenia chwili posiada wieksza wartosc, a co
z punktu widzenia dalekiego horyzontu przyszlosci
jest absolutnie pustym i bezcelowym.
Jezeli nie bedziesz mial jakiegokolwiek
pasma duchowego, jezeli nie wytworzysz w sobie jednej stalowej
osi,
dookola której móglby sie obracac caly skomplikowany
system machiny zyciowej,
staniesz sie umyslowym arlekinem, pozszywanym z lat.
Spotegowac potwornosc dla jej tym glebszego
pokonania. Jednym rzutem zabic,
jednym lykiem pozrec wszystko. Apetyt straszny, zeby cale
zycie miec skondensowane w jednym blyskawicznym uczuciu,
w jednym krótkim jak piorun czynie. A wiec po prostu
ciagly gwalt?
Wariat moze spelnic swoje zycie jedynie
w obledzie.
W obledzie tez jest sila.
Dajcie mi cel, a bede wielkim - ha,
tu jest wlasnie kóleczko bez wyjscia.
Spontaniczna wielkosc stwarza sobie cel sama.
Czasem sie cos pisze, nie rozumiejac
istotnego sensu. Potem to przychodzi i trzeba sie dziwic,
skad sie o tym wiedzialo, nie wiedzac wlasciwie nic.
Nieswiadome zródlo ujemnej oceny
swej osobowosci, przy swiadomym dazeniu
do przezwyciezenia nurtujacego w glebiach przykrego poczucia
uposledzenia,
moze byc przyczyna najwiekszych czynów ludzkich, majacych
pierwszorzedna wage dla calej ludzkosci,
a jednoczesnie moze byc zródlem wszelkich niskich,
najnizszych moze ze wszystkich uczuc:
zazdrosci, zawisci i bezsilnej wscieklosci tak zwanych z rosyjska
nieudaczników.
Kazdy moze tworzyc byle co i ma prawo
byc z tego zadowolonym,
byleby nie byl w swej pracy szczerym i znalazl kogos, który
równie klamliwie bedzie go podziwial.
Rozmowa jest najistotniejszym sposobem
przezywania sie.
Zycie redukuje sie do obserwowania
drobnych wewnetrznych wahan, a jezeli tych nie ma,
wytwarza sie w sobie sztuczna mieszanine, aby miec czym sie
bawic.
Nie mogac byc soba, stajesz sie widmem
i poza zmyslami nie ma cie chwilami wcale.
Bo cóz jest straszniejszego,
jak ta godzina od drugiej do trzeciej po poludniu,
kiedy nic przed soba ukryc nie mozna i naga okropnosc metafizyczna
przebija jak kiel zwaliska codziennych zlud,
którymi staramy sie zabic bezsens zycia bez wiary.
Tragedia zaczyna sie tam, gdzie boli
we watpiach.
Odrodzenie sie Zydów jest warunkiem
szczesliwosci swiata.
Podobno nie mozna wyprowadzic z równowagi
dwóch rodzajów ludzi:
prawdziwego arystokraty i czlowieka zajmujacego sie logistyka.